NaszaWycieczka.com | fotorelacja z podróży

"2013: Bangkok"

Ostatnie dwa dni minely bez większych atrakcji. W srode przemierzyliśmy Chinatown - oprócz świetnie wygladajacych podróbek Patek-Philip, nie bylo niczego nadzwyczajnego. Z dodatkowych atrakcji zaliczyliśmy thai-massage za 10 zl. Doskonale dla obolałych całodniowym spacerem nóg!

Piatek to pierwszy dzień nicnierobienia. Basen, piwko, gazeta i dluuga drzemka. Pelen luz, bez pospiechu.

Dzis (sobota) nasza dwuosobowa ekipa podzielila sie na dwie rowne czesci. Grzegorz pozostał w hotelu aby kontynuować rozpoczęte dzień wcześniej nicnierobienie, ja wystartowałem juz o 7am jako cel obierając miejsce znajdujące się ok 80km na pd-zach od Bangkoku. Miejsce o którym wiele razy slyszalem i które zawsze chciałem zobaczyć na żywo - Maeklong Train Market. Zjawisko jedyne w swoim rodzaju i unikalne w skali swiatowej. Tak, to wlasnie ten słynny targ, przez który przejezdza pociag. Siedem razy dziennie, każdego dnia w tygodniu. Na kilka chwil przed przejazdem wszystko zostaje uprzatniete, Tajowie w pospiechu zwijają plandeki i rozsuwają porozkładane na szynach towary. Kilkadziesiat sekund pozniej wszystko wraca do normy, jakgdyby nigdy nic. Dostać sie do Maeklongu jest bardzo latwo - ze stacji Victory Monument kursują busy co godzinę, koszt przejazdu to zaledwie 70 Baht, a podroż trwa okolo 1,5h. Targ w Maeklong mimo iz jest ciekawym miejscem, na szczescie przyciąga niewielu turystów - bylem jednym z dosłownie kilku nie-azjatow. Warzywa, owoce, ryby – to glowny asortyment tutejszych straganow, a niemal wszystko 2x tańsze niz w stolicy (nawet artykuły w pobliskich sklepach spożywczych).

Dwa wycieczkowe dni juz za nami. Bylo super, masa atrakcji skomasowana w jednym dlugim ujeciu. Nie da sie zaprzeczyc, ze wycieczki fakultatywne to swietna maszynka do wyciagania turystycznych pieniedzy. My jednak zlapalismy dosc rozsadna cene (1500bht) i smiem twierdzic ze raczej nie udaloby sie nam zorganizowac podobnej wyprawy na wlasna reke w tej kwocie. Czesc destynacji byla zbytnio przepelniona turystami wysypujacymi sie z nadjezdzajacych autokarow, niektore odwiedzalismy wlasciwie sami. Co zobaczylismy? Prosze bardzo, po kolei:

Water Market – ladnie wyglada na zdjeciach, lecz na zywo juz nie robi takiego wrazenia:

Most na rzece Kwai – wlasciwie to tylko … most kolejowy. Miejsce warte zobaczenia wylacznie ze wzgledu na kontekst historyczny. Jezdzaca po nim kolorowa ciuchcia to kiczowata atrakcja dla bogatych Niemcow. Niemniej warto bylo choc przez chwile postac w mniejscu o ktorym nawet powstal film.

Kolejny przystanek – Tiger Temple. Wejscie platne ekstra 600 baht, ale zrobic sobie zdjecie z tygrysem – bezcenne! Rewelacja, absolutny hit dnia! Tylko te tygrysy jakies takie sniete… W sumie nie ma co sie dziwic ze je naszprycowali – inaczej by nas zezarly :) To prawdopodobnie jedyne miejsce na swiecie, gdzie mozna dotknac, poglaskac a nawet przytulic sie do prawdziwego tygrysa. Oprocz kociakow, po parku luzno chodzili rowniez inne zwierzaki ktore nie robily juz na nas wiekszego wrazenia, mimo iz normalnie moglibysmy je zobaczyc wylacznie za kratami w zoo. Byly to m.in. bawoly, dziki, sarny i roznego rodzaju ptactwo.

Pod koniec goracego, meczacego, ale bardzo ekscytujacego dnia, przyszedl czas na zakwaterowanie. Przyzwyczajeni do 5***** wygod, z lekkim niepokojem oczekiwalismy na ten moment. Nim jednak dotarlismy do celu, wieloktornie przerzucano nas z miejsca do mniejsca roznymi busami – od super-luxury, po lewo jezdzace graty… W pewnym momencie mocno zastanawialismy sie, w jaki sposob tajowie orientuja sie dokad mamy jechac i jaka opcje wycieczki mamy wykupiona. Mimo przygod pod koniec (awaria chlodnicy) dotarlismy szczesliwie do celu. Naszym domem na te jedna noc okazala sie ..barka na rzece! Atrakcja sama w sobie, mimo drobnych niedociagniec (brak recznikow, papieru toaletowego, A/C) przespalismy kolysani falami cale 10 godzin!

Drugi dzien wycieczki, jeszcze przed sniadaniem, zdobylismy drugi brzeg rzeki, przeprawiajac sie watpliwej jakosci mostem. To konstrukcja jak z filmu – rozwieszone na linach, sprochniale deski, a w dodatku co drugiej brakuje.. To byla nasza nadprogramowa atrakcja ;)

Chwile pozniej przeplynelismy bambusowa tratwa w dol rzeki, docierajac do Elephant-Camp. Tam na grzbiecie slonia odbylismy prawie godzinna przejazdzke po okolicy. Ostatnim przystankiem dnia byla kompiel pod wodospadem Erawan, gdzie odswiezylismy sie przed dluga podroza powrotna.

Poniedzialkowa eksploracja Bangkoku rozpoczela sie bomblami na mojej [Lukasz] stopie, co wymnusilo szybki powrot do hotelu na zmniane obuwia. Nowo zakupione japonki Diesel’a (24zl) okazaly sie mocno krzywdzace… Dalsza czesc dnia poswiecilismy na zwiedzenie nieznanych nam wczesniej zakatkow Bangkoku. Zobaczcie zdjecia – mowia same za siebie! Na trasie przede wszystkim: Wat Arun oraz Golden Mount.

Wazna uwaga. Stwierdzamy jednoznacznie, ze najtanszym srodkiem komunikacji publicznej jest water-taxi, gdzie za przeplyniecie z jednego na drugi brzeg placilismy tylko 3 BHT (30gr), a najdrozszym zdecydowanie tuk-tuk. Wybadalismy, ze tuktuki mimo iz od nas biora gorsze, to kasuja 200bht za samo dostarczenie klienta do sklepu z ktorym maja cicha umowe, a za ewentualne zakupy az 35% ich wartosci. Mafia! Co do taxi -rowniez zlodziejstwo. Tylko co 4-ta toyota corolla (bo takimi jezdzi tutaj taxi) pojedzie na meter, reszta jak zawsze zada zawyzonej zaplaty. Uczciwosc zawsze nagradzamy wysokim tip’em.

Dzis wieczor zakupilismy w dobrej cenie 2-dniowa wycieczke, szczegoly poznacie wkrotce ;)

Niedziela w Bangkoku minela nam zakuopowo. Odwiedzilismy najwieszky market Chatuchak, ktory jest 14-hektarowym odpowiednikiem naszej krakowskiej „Tandety”. Wszystko, wszedzie i zawsze, za 1/4 ceny tej, ktora moglibysmy wytargowac na Khao San. Okulary za 4zl, tshirty za 9zl, wszystko co niepotrzebne – za poldarmo. Ciezko tam bylo wytrzymac w niemal 40-stopniowym upale, dlatego szybko przemiescilismy sie do centrum MBT, w poszukiwaniu taniej elektroniki. Niestety tylko i wylacznie Iphony i tanie cyfrowki Nikon’a, nic ze specjalistycznego sprzetu.. Niedzielny dzien zakupowy na pewno odpowiadalby bardziej naszym Paniom anizeli nam samym…

Wieczorem spotkalismy Sylwie i Adasia ktorzy chwile wczesniej wrocili z Phuket. Spedzilismy wspolnie ich ostatnia noc w Bangkoku (rowniez zjedli skorpiona!), a byc moze juz wkrotce zamiescimy relacje z ich podrozy na naszym wspolnym blogu:)

Juz pierwszego dnia w Bangkoku niemal calkowicie zwalczylismy jet-lag, przestawiajac sie na lokalna strefe czasowa. Pomogly w tym przywiezione z Polski 40-procentowe lekarstwa. Niemozliwie goraco! W nocy prawie 30 stopni, w dzien nawet nie sprawdzalismy… Pierwsze zakupy za nami, garnitury juz zamowione. Ubilismy niezla cene za garnitury najwyzszej jakosci, ale calkiem mozliwe ze kupimy rowniez te nieco tansze (najtansze do negocjacji 2000baht ~ 200PLN).  Uczta dnia – dlugo wyczekiwane „spring-rollsy” na Khao San Road, a na maly bonus – prazony skorpion! Spacerujac bez mapy ani specjalnego przygotowania, odwiedzilismy kilka ‚nowych’ atrakcji turystycznych Bangkoku.

Quatar Airways jako jedna z najlepszych linii swiata sprawdzila sie doskonale. Lot bardzo komfortowy, obsluga na wysokim poziomie, dobry serwis. Pierwszy 5-godzinny i drugi godzine dluzszy odcinek przebyte w planowanym czasie. Obawialismy sie tylko dlugiego postoju na lotnisku w Doha, jednak 19 godzin oczekiwania glownie przespalismy w quiet-zone. Linia Quatar zapewnila nam bezplatny posilek, skorzystalismy z ich goscinnosci podwojnie;)

Podobnbo nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki, a nasza glowna zasada podroznicza mowi, ze nie odwiedza sie dwa razy tych samych miejsc. Znowu do Bangkoku? Tak, ale tym razem ten Bangkok bedzie zupelnie inny. Przed kilkoma laty, podczas ostatniej kilkudniowej wizyty, mielismy okazje odwiedzic tylko absolutne „must see” tego niezwyklego miejsca, tym razem planujemy poznac atrakcje na ktore ostatnim razem zabraklo czasu. Wspolnym elementem tej i poprzedniej wizyty bedzie jedynie Khao San Road, na ktorej to planujemy uszyc garnitury i zjesc cos dobrego „u baby”. I mimo iz powod wyprawy jest Wam znany, zawiedzie sie ten kto spodziewa sie rewelacji jak z filmu „Kac Vegas w Bangkoku” :)

Autorski design opracowany na bazie Devolux devolux.org