NaszaWycieczka.com | fotorelacja z podróży

mar/10

14

W stolicy Nepalu…

Ostatnie dni pełne były przeprowadzek, nadszedł i czas wymeldowania się z Pokhary. Kolejny, właściwie już ostatni cel naszej podróży, to stolica Nepalu – Kathmandu. Rozważaliśmy kilka możliwości transportu: najdroższa – samolotem (70$ na osobę), nieco tańsza – turystycznym autobusem A/C za 18$/os, kolejna opcja – wynajętą taksówką (łącznie 5500 NRS, czyli 220zł). Ostatecznie zdecydowaliśmy się na pokonanie trasy Pokhara – Kathmandu zwykłym autobusem kursowym bez klimatyzacji za jedyne 350 NRS/os (14zł). Dobrze zrobiliśmy nie decydując się na droższe rozwiązania – klimatyzacja w autobusie wcale nie była potrzebna, miejsca mieliśmy dużo więcej niż w małej taksóweczce, a 6h czas przejazdu był niczym w porównaniu z poprzednimi, wielogodzinnymi transferami.

Mając w pamięci doświadczenia związane z hotelami w Pokharze, postanowiliśmy i tutaj dokonać wyboru na miejscu. Szybko daliśmy się złapać w sidła naganiacza hotelowego, który zaprezentował nam Kathmandu Resort Hotel. Krótkie oględziny, długie negocjacje i ostatecznie decyzja: „TAK”. W cenie 27$ za pokój, osiągnęliśmy najwyższy standard z pośród wszystkich dotychczasowych hoteli na trasie obecnej wycieczki. Problem elektryczności, który występuje na terenie całego Nepalu – zupełnie nas nie dotyczy, gdyż ten hotel, ponoć jako jeden z niewielu w okolicy, dysponuje własnym agregatem prądotwórczym zapewniającym dostęp do prądu (tudzież i Internetu) przez całą dobę. To jednocześnie drugi hotel, w którym mamy ciągły dostęp do gorącej wody.

Dwa pełne dni planujemy na zwiedzenie stolicy Nepalu, oraz najbliższych okolic. W pierwszy dzień wyruszamy na wycieczę do zlokalizowanej 15 km na wschód od Kahtmandu wioski – Bakhtapur. Miejscowości łączy droga szybkiego rchu – HiWay – tak przynajmniej wynikało z mapy. W praktyce okazało się, że oznaczona kolorem czerwonym kreska, to wielki plac robót, gdzie ubity grunt przeplata się momentami z asfaltem. Droga na Jasienicę po zimowych roztopach byłaby tutaj uznana za Hi-Hi-HiWay… Pół godziny męczarni i jesteśmy! Bakhtapur – zabytkowe miasteczko wpisane na światową listę zabytków UNESCO, wywarło na nas spore wrażenie. Mimo wszystko czujemy się oszukani płacąc za wstęp zupełnie niepotrzebnie aż 750 rupii (stawka dla turystów, lokalna tylko 25 rupii), w dodatku po fakcie spostrzegliśmy się, że z łatwością można było ominąć ticket counter… Główną atrakcją miejscowości jest plac Durbar Square, na którym mieści się cała masa świątyń oraz pałac królewski. Podobne place zlokalizowane są również w samym Kathmandu, oraz w przyległej wsi (obecnie już dzielnicy miasta) Patan, do której jeszcze tego samego dnia dojechaliśmy lokalnym busikiem za 15 rupii/os (60 groszy). Na ten rodzaj transportu należy szczególnie uważać, ponieważ bus zabiera na pokład tyle osób, ile ma ochotę do niego wejść. W pewnym momencie w 18- osobowym Mercedesie było grubo ponad 50 pasażerów…

W niedzielę zwiedziliśmy wszystkie pocztówkowe miejsca zlokalizowane w samym Kathmandu. Ze względu na dość duże odległości pomiędzy docelowymi lokalizacjami, wynajęliśmy taksówkarza, który dowiózł nas we wszystkie wybrane przez nas miejsca. Po raz kolejny była to opcja najkorzystniejsza zarówno pod względem organizacyjnym, jak również i finansowym – cena nawet kilkudziesięciu złotych za usługę jest niczym, jeśli podzielić ją na 4 osoby.

Jutro o 15.45 czasu lokalnego (11.00 czasu polskiego) pożegnamy Nepal, wsiadając do samolotu relacji KTM-DEL.

RSS Feed

Brak komentarzy.

Skomentuj!

*

<<

>>

Autorski design opracowany na bazie Devolux devolux.org