NaszaWycieczka.com | fotorelacja z podróży

mar/10

6

Jaipur. Amber Fort.

Jaipur jest na naszej liście odwiedzonych miejsc zdecydowanie numerem pierwszym! To miasto lepiej zorganizowane niż Delhi, jest tu również dużo spokojniej niż w stolicy. Dopiero tutaj udało nam się poczuć klimat prawdziwych Indii. Gdyby nie wszędobylskie tuk-tuki i duża ilość samochodów (marki TATA, a jakże!), możnaby stwierdzić, że miasto zatrzymało się w rozwoju kilkaset lat temu. Spotkaliśmy tutaj prawdziwego Mojżesza! Był prawdopodobnie Kurdem. Przyodziany w swe lniane szaty, uzbrojony w inkrustowaną złotem drewnianą, zakręconą ku górze laskę, sprawiał absolutnie niezwykłe wrażenie!

Godzina 13.00 start – za 150 pieniążków (9zł) przejechaliśmy 15 km odcinek, docierając do Fortu Amber. Na miejscu niestety okazało się, że ze względu na zbyt wysoką temperaturę (ok 30 celcjuszów), przejażdżki na słoniach zostały wstrzymane do godz. 16. Czyżby słonie indyjskie były mniej odporne na wysokie temperatury od tych afrykańskich? Nic to, decydujemy się na spacer pieszo. W sumie to nawet lepiej bo jak sie okazało odcinek drogi do przejscia był bardzo krótki i nie wart zapłacenia 550 INR/peson. Po 5 minutach przeprawy w palącym słońcu, jesteśmy już w środku, jeszcze tylko wizyta w kasie, i zakup biletów. Wybierając opcję zwiedzania bez przewodnika (bo drogo i nie warto), odwiedziliśmy każdy, dostępny dla turystów, fragment twierdzy. Amber, to potężna forteca licząca sobie około 500-lat, otoczona na odcinku kilkudziesięciu kilometrów murem obronnym, który później również postanowiliśmy odwiedzić. Pierwsze spojrzenie na ów mur, nasuwa skojarzenie „Wielki Mur Chiński”. Wygląda na to, że całość jest dostępna dla turystów, choć nie mówi o tym żaden znany nam przewodnik. Mało tego – przypadkowo napotkany strażnik oznajmił że tam wogóle nie można wejść… Oczywiście nie miał racji! Ciężkie podejście po schodach niemal 50-centymetrowej wysokości, 30 minut męczarni, lecz naprawdę było warto! Z góry rozpościera się widok na całą okolicę, a sam Amber Fort już nie sprawia wrażenia potężnej twierdzy, a jedynie rozległego budynku ulokowanego gdzieś poniżej w oddali.

Po powrocie oddaliśmy się zakupowemu szaleństwu, wydając na głupoty kilka tysięcy rupii. Oczywiście jak to zawsze na bazarach bywa, omamieni niezwykle niskimi cenami, zakupiliśmy całą masę rzeczy kompetnie niepotrzebnych, w zbyt małych rozmiarach, lub… O, i tu mała dygresja – Hindusi to okropne brudasy! Oszczędzimy Wam opisu dot. sposobu i miejsc wykonywania przez nich czynności fizjologicznych. Nie wspomnimy również o unoszących się w powietrzu zapachach, potęgowanych przez panujący tu upał… Co robią, gdzie robią, jak robią i czym się podcierają – opowiemy osobiście, po przyjeździe;) Wracając do tematu – trzeba szalenie uważać na zakupy w przyulicznych bazarach. Zdarzyło mi się bowiem (Łukasz) że zakupione spodnie miały wewnątrz mały, brązowy bonus… W hotelu krótka rewia mody i dobranoc!

RSS Feed

Brak komentarzy.

Skomentuj!

*

<<

>>

Autorski design opracowany na bazie Devolux devolux.org