NaszaWycieczka.com | fotorelacja z podróży

lut/10

27

Delhi. Pierwsze wrażenia.

Późnym popołudniem, o godzinie 16.15 pożegnaliśmy Moskwę, mając niestety w świadomości fakt, że za kilkanaście dni będziemy musieli tu wrócić.. Na pokładzie Boeginga 767-300 linii Aeroflot, przy prędkości dochodzącej do ok. 900km/h pokonaliśmy odcinek Moskwa – Delhi w nieco ponad 5h 40min. Co trzeba przyznać – byliśmy w trakcie lotu obsługiwani na bardzo dobrym poziomie, przysługiwał nam obiad (kurczak z ryżem) deser i kilka innych dodatków. Wynika to z faktu, że Aeroflot to nie LCC (Low Cost Coacher – tani przewoźnik), tylko regularna linia lotnicza świadcząca usługi na „normalnym” poziomie, a nie tym znanym nam z Ryanair’ów czy innych Wizz’ów.

Około godziny 1 AM czasu lokalnego (20.30 czasu poskiego) wylądowaliśmy w Delhi. Postępując według instrukcji zaprzyjaźnionego w samolocie Hindusa, wykupiliśmy pre-paid taxi do zarezerwowanego przez Internet hotelu. Ruch uliczny, mimo późnej godziny był dość spory – jednak daleko mu do natężenia znanego nam z Hanoi (Wietnam). Jeszcze przed wylotem przeglądneliśmy listę kikunastu hoteli spełniających nasze wysokie wymagania. Wśród kryteriów wyboru były między innymi: lokalizacja, klimatyzacja, dostęp do Internetu, cena i ogólny wygląd zarówno hotelu, jak i (a właściwie przede wszystkim) pokoi. Nasz wybór padł na hotel Kaliash Regency – który jak okazało się po przyjeździe – był kompletną pomyłką! Na dobry początek karaluch przywitał Sylwię w łazience, pościel od dawna nawet nie miała okazji leżeć koło pralki, hotelowe ręczniki rówież nie były pierwszej świeżości. Szybko podjęliśmy decyzję o zmianie hotelu, jednak z działaniem musieliśmy poczekać do rana…

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od poszukiwań nowego lokum, sukces odnieśliśmy już po kilku godzinach, ostatecznie jesteśmy bardzo zadowoleni z zaistniałej zmiany. Sobotnie popołudnie było pierwszym kontaktem ze stolicą subkontynynentu indyjskiego. Ekspresja wrażeń w kilku słowach: chaos, szaleństwo, pośpiech, brud, kontrast, bieda, ubóstwo. Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do znajdująciej się nieopodal naszego nowego hotelu świątyni bóstwa Hanuman, gdzie zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci i oprowadzeni po zakamarkach obiektu. Tam również poprzez naznaczenie kropką bindi na czole i po krótkiej modlitwie w języku hindi otrzymaliśmy błogosławieństwo opiekuńczego bóstwa. Nadszedł czas na szybkie zakupy pączone z kosztowaniem ulicznej kuchni indyjskiej – kolejnym celem naszej dzisiejszej przeprawy była ulica Main Bazaar Street (jej nazwa jest dość wymowna). Chwilę odpoczynku miał nam zapewnić wieczorny spacer po pachnącym kwiatami Central Parku. Jeszcze wtedy nie mogliśmy przypuszczać, że nasz spokój zakłóci wszechobecna hinduska nahalność! Just look niespodziewanie zamieniło się na żądanie zapłaty w wysokości po 1000 rupii indyjskich (60zł) za… zszycie, wyczyszczenie i napastowanie buta. Za 1/10 tej ceny można kupić tutaj nowiutkie skórzane sandały! Szczęśliwie długie i nerwowe negocjacje zakończyły się na kwocie po 150 INR za parę butów. Jednk niesmak pozostał..

O wizycie w McDonalds’ie nie wspominamy – bo nie wypada ;) Wieczorem szybki powrót metrem do hotelu, gdzie według wskazań i zaleceń lekarskich, odkażamy nasze „żołądki” ;)

RSS Feed

2 komentarzy do Delhi. Pierwsze wrażenia.

Danusia | 28 lutego 2010 o godzinie 17:37

stwierdzam że jesteście rewelacyjni, wybraliście się na tak piękną wycieczkę…., czekam na następne zdjecia i sprawozdania, aż chce się żyć jak widzę w jakich miejscach bywacie…..
pozdrawiam Danka

wies | 28 lutego 2010 o godzinie 18:59

Hejka czekają Was jutro niezapomniane wrażenia róbcie dużo fotek i nie myjcie się do przyjazdu chcemy zobaczyć na żywo wasze kolorki świąteczne,bawcie się dobrze całuski pa

Skomentuj!

*

<<

>>

Autorski design opracowany na bazie Devolux devolux.org